Kampania wyborcza a rzetelna analiza

Kampania wyborcza to czas, w którym ścierają różne wizje. Kandydaci są zewsząd lustrowani. Wdają się w różne mniej lub bardziej inteligentne polemiki, w których dochodzi do wzajemnych oskarżeń, rozliczeń. Czasem biorą w górę emocje i przez kolejne dziesięciolecia ludzie będą na siebie „patrzeć wilkiem”. Czy jednak zastanawiamy się nad czymś takim jak mindset kandydata? A może patrzymy na same gotowe propozycje i to jak się marketingowo sprzedał? Czy wybieramy książkę po ładnej okładce czy jednak patrzymy na treść, którą głosi i gatunek, z którego pochodzi? Jak wybrać właściwie? Trzeba przede wszystkim zweryfikować czy kandydat jest świadomy miejsca, czasu, możliwości i zagrożeń i czy przedstawiane przez niego diagnozy są „szyte na miarę” danej społeczności, spojrzeć w jego umysł i ocenić jego potencjał i intencje.

Rzetelna, merytoryczna ocena dokonań, porażek, jak i pretendujących kandydatów-debiutantów, jest niezwykle trudna. W wyścigu biorą udział różni kandydaci, ale rzadko trafiają się perełki. Wydaje mi się, że tę prawidłowośc opisał już M. Kopernik swoją tezą, iż „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Ten „lepszy pieniądz” to są osoby, które osiągnęły w życiu sukces, mają wiedzę i umiejętności, ale często nie są zainteresowane „babraniem się w błocie” za jakie mają politykę, nawet (a może i przede wszystkim) tę na szczeblu lokalnym. Jeżeli ktoś na wolnym rynku osiągnął sukces, to może nie być również zainteresowany ekshibicjonizmem majątkowym, do którego zobowiąże go norma ustawowa.

H. Hazlitt w swojej książce „Ekonomia w jednej lekcji” zestawia złych ekonomistów z dobrymi ekonomistami. Ci źli patrzą tylko na skutki bezpośrednie prowadzonych polityk i tylko na wybrane grupy, w swoich słowach używają półprawd. Ci dobrzy mają trudniej – w rozwiązaniach umieją ocenić także skutki pośrednie i patrzą na ogół, nie odrzucają szczegółów, ale też nie umyka im z horyzontu całość, posługują się prawdą. Według Hazlitta do półprawdy złych należy dodawać drugą połowę prawdy tych dobrych.

Aby podejść właściwie do oceny poszczególnych kandydatów i ich wizji oraz możliwości należy przeanalizować stan obecny jaki jest związany z daną społecznością, w której kandyduje dana osoba. Należy też pamiętać, że na ten stan wpływ miały decyzje z przeszłości, także tej odległej. Często zresztą analizując aktualne mapy pod względem różnych wskaźników można zakrzyknąć „widać zabory!”.

Czasem na owoce niektórych decyzji trzeba czekać latami. I może też przez ten fakt nie zawsze dostrzegamy, że w życiu jest jak w matematyce – kolejność wykonywania działań ma kluczowe znaczenie. Jeżeli przykładowo konsumpcja wyprzedzi niezbędne inwestycje przy ograniczonych środkach budżetowych, to możemy zostać z pustym i bolącym żołądkiem. Bo najpierw trzeba podłożyć pewne podwaliny finansowe gospodarcze a dopiero potem pozwolić sobie na konsumpcję. Zjemy wtedy więcej i zdrowiej.

Jak już zdążyłem nakreślić ostateczny wynik jest sumą składową wielu decyzji z przeszłości, nawet tej najodleglejszej. Te bliższe teraźniejszości niewykorzystane szanse po wielu latach nagle przypominają o sobie w kampanii wyborczej. O tych dalszych mało kto pamięta albo jest je w stanie ze sobą powiązać. Zaniedbania sprzed na przykład 30 lat niejednokrotnie dają o sobie przypominać.

Jak decyzje z przeszłości rzutują na obraz dnia dzisiejszego?

Przykładowo to, że 3 dekady temu rząd zauważał, że dany region jest zagrożony bezrobociem i tak jest po dzień dzisiejszy pokazuje, że trendu nie udało się odwrócić. Metody, które podejmowano okazały się nieskuteczne, choć pewnie co kilka lat kreowały się różne wizje. Jeżeli w podobnym okresie dochodziło na tych terenach do zaorania pasażerskiej kolei to widać, że na szczeblu lokalnym, jak i centralnym popełniono fundamentalny błąd. A jeżeli w podobnym okresie padał największy zakład pracy to możemy mieć obraz dramatu, który rzutuje na dzisiejszą mentalność.

W latach 2011-2013 samorządy mogły np. skorzystać z programu oddłużania zakładów opieki zdrowotnej otrzymując wielomilionowe dotacje, których warunkiem było przekształcenie szpitala w spółkę prawa handlowego. Choć wiele z nich było zadłużonych (i to nawet u drogich podmiotów), to stosunkowo niewiele z nich skorzystało z okazji. Przegrane szanse wystawiają rachunek po dzień dzisiejszy.

Nawet kwestie lokacyjne, które są zamierzchłą historią, determinują obecne możliwości i sprawiać mogą różne trudności. Położenie geograficzne, w szczególności położenie na głównych szlakach transportowych, kapitał intelektualny, wykwalifikowana siła robocza, mocna tradycja lokalna, lokalna mentalność – to wszystko ma wpływ.

Dobry kandydat musi zdać sobie sprawę z miejsca, w którym żyjemy, trendów i wydarzeń światowych czy krajowych a przede wszystkim obecnego okresu w historii. Musi być wizjonerem umiejącym tak patrzeć systemowo na całość aby potrafić wpiąć wizje na swoje miasto aby uzupełnić atuty sąsiednich miast i regionów. Nie w każdej dziedzinie należy rywalizować z sąsiadami, ale czasem warto się inteligentnie uzupełniać. Dobry kandydat musi mieć także wiedzę i umiejętności podparte odpowiednim doświadczeniem zawodowym i dobrym kierunkowym wykształceniem.

To wszystko determinuje możliwości i trudności kandydata, jak i okrętu, którym będzie płynął. Nie będzie dobrym kandydat, który nie potrafi ocenić, w którym miejscu aktualnie znajduje się świat i który nie rozumie tego, że w obliczu wojen i epidemii obecnie toczy się jedna z najbardziej spektakularnych, a zarazem najbardziej dostępnych, rewolucji przemysłowych. Rewolucja, która na zawsze przemodeluje model i charakter świadczonej pracy a także da nowe możliwości i potencjalne zagrożenia, które trzeba będzie w porę zidentyfikować.