Moje Gruzińskie smaki

Czerwcowy ciepły wieczór. Końcówka kolejnego dnia roboczego. Na stole napój gazowany w pięknej butelce. To gruzińska lemoniada Zandukeli.

To było cztery lata wcześniej. Pojechaliśmy z moją Żoną, wówczas jeszcze dziewczyną, do najpiękniejszego miasta w Polsce, czyli Krakowa. Podczas tamtego wyjazdu 21 czerwca, gdy zegar wybił północ, oświadczyłem się jej przed Kościołem Mariackim. Był to dzień jej urodzin. To jednak nie było jedyne zdarzenie, które podczas tamtej wizyty w Krakowie wywarło na mnie wrażenie. Co prawda zdecydowanie mniejszego kalibru, ale jednak…

Podczas tamtego wyjazdu odwiedziliśmy gruzińską restaurację w samym sercu Krakowa. Zamówiliśmy coś co nazwałbym gruzińskim starter packiem. Inni nazwą to po prostu deską smaków. Podano nam pierożki chinkali, chaczapuri, jakąś pastę gruzińską, był tam chyba też gruziński serek i jakiś bakłażan. Można się rozkochać. Gruzini wydaje się, że znają odpowiedź na to czego pragnie ludzki żołądek. Lubisz pizzę i jajecznicę? Skosztuj chaczapuri adżarskiego. Lubisz rosół i pierogi? Spróbuj chinkali. Lubisz Sprite? Mamy coś lepszego – napij się gruzińskiej lemoniady!

Od tamtego czasu, podczas każdej wizyty w dawnej stolicy Polski, odwiedzaliśmy z sentymentem tę samą restaurację. Planując wyjazd omawialiśmy to jako must have każdego wyjazdu do Grodu Kraka. Podczas ostatniej wizyty w Krakowie do gustu przypadła mi jedna z wersji lemoniady gruzińskiej. Serwowana w pięknej butelce. Zapisałem kod kreskowy. Niestety nie znalazłem jej w Internecie, nie znalazłem jej także w sklepie sieci Kuchnie Świata.

Kod jednak w telefonie pozostał. No i tak trochę z przyzwyczajenia, nie do końca wierząc w powodzenie, wpisałem go 1 czerwca wieczorem. Na Amazonie zero wyników. Na Allegro dwie pozycje. Ta sama lemoniada, w tym samym smaku, w tej samej butelce. Zamówiłem natychmiast. Później żona zwróciła uwagę, że jeden z tych sprzedawców ma siedzibę we Wrocławiu. Sprawdziłem i zaskoczyło mnie, że sklep stacjonarny sprzedawcy znajduje się w pobliżu mojej pracy.

Nie tylko jedzenie oddziałuje na zmysły. Niejednokrotnie z Żoną (a później w powiększonym składzie z Córką) odwiedzaliśmy gruzińską restaurację we Wrocławiu. Podczas jednego z takich wyjść usłyszałem ciekawą gruzińską rockową piosenkę po angielsku: LOUDspeakers – World in My Eyes. Naród gruziński otrzymał u mnie za to kolejny duży plus.

I muszę przyznać, że zadziwia mnie jedno. Tyle w naszym kraju pizzerii, ciut mniej kebaba, dużo chińskich knajp. W tym całym światowym repertuarze smaków czegoś brakuje. Gruzińskie smaki skosztujesz we Wrocławiu czy w Krakowie w kilku miejscach, ale w Polsce powiatowej próżno ich szukać. Lemoniady gruzińskiej w Lidlu czy w Biedronce też nie kupisz a bije ona na głowę Sprite’a. Choć może to kwestia czasu? Zaskoczyło mnie, że ostatnio w Lidlu na półce znalazłem czeską Kofolę.

Jako zwolennik programu repatriacji mam cichą nadzieję, że włodarze polskich gmin, w większym stopniu, zainteresują się zaproszeniem do naszego kraju rodzin potomków Polaków zesłanych niemal sto lat temu we wschodnie rejony Eurazji. A myśląc o tym już tylko krok od tego aby w bazie Rodak na liście obywateli chętnych do repatriacji poszukać jakiegoś kucharza z Gruzji…