„Mały chłopczyk” i największa hekatomba w dziejach ludzkości
Dziś 6 sierpnia 2025 r. W Polsce jest to dzień zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na Prezydenta RP. W kalendarzu liturgicznym, na całym świecie, obchodzimy Święto Przemienienia Pańskiego na pamiątkę ukazania 12 Apostołom na górze Tabor swojego boskiego oblicza przez Jezusa. Data ta ma jednak jeszcze inną szczególnie ważną wymowę, w szczególności dla ludzi żyjących w XX i XXI wieku.
Dokładnie 80 lat temu z samolotu „Enola Gay” (nazwanego imieniem matki pilota P. Tibbetsa) zrzucony został „Little Boy”. Choć sam przydomek brzmi zupełnie niewinnie, to mowa o największym pod względem liczby ofiar bestialskim mordercy w historii świata. Ważąca 4 tony bomba uranowa wybuchła pół kilometra nad Hiroszimą dokładnie 6 sierpnia 1945 r. o godzinie 8:16:02. „Chłopczyk” był ładunkiem o mocy bliskiej 15 tysiącom ton trotylu, sile 2000 razy większej niż największa dotychczas zdetonowana bomba. Skumulowana liczba ofiar w 275-tysięcznej Hiroszimie oraz Nagasaki może być podobnej wielkości co liczba osób, które straciły życie przez tsunami wywołane trzęsieniem ziemi na Oceanie Indyjskim, które w święta Bożego Narodzenia w 2004 roku pochłonęło łącznie ok. 230 tysięcy osób. O Enoli Gay napisano jedną z piosenek, której linia melodyczna nie wskazuje na kryjący się dramat związany z jej lotem. Jej tekst jednak wskazuje, że autor powątpiewa w dumę z tego wydarzenia. I słusznie…
Nawet książkowy Don Corleone w „Ojcu Chrzestnym” Mario Puzo dystansował się od zbrodni i niegodziwości, które popełnił w imię jakiegoś wyższego celu.
„Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwiać. Są nie do usprawiedliwienia.”
OJCIEC CHRZESTNY, MARIO PUZO
To zupełnie naturalne, że sumienia cywilizacji Zachodu chciałyby pamiętać tylko o trzech bohaterach tamtego poranka. Herosach zrodzonych dopiero w pierwszej połowie XX wieku:
- samolocie – pierwszy lot samolotem w dziejach ludzkości to rok 1903 i bracia Wright,
- bombie atomowej i jej twórcach – świeżym wynalazku, bo pierwszy raz użytej na amerykańskiej pustyni w teście Trinity w lipcu 1945 r. a tworzonej w projekcie Manhattan w latach 1942-1945,
- pilocie samolotu – urodzonym w 1915 roku Paulu Tibbetsie, synu Enoli Gay Tibbets.
Wbrew temu John Hersey, dziennikarz New Yorkera, łamiąc pewne tabu, postanowił napisać reportaż, który ukazał się 31 sierpnia 1946 zajmując całą objętość New Yorkera. Jego dzieło w języku polskim ukazało się w lipcu br. nakładem wydawnictwa Znak w formie książki wraz z posłowiem opublikowanym w New Yorkerze w lipcu 1985 r.. Właściwie te dwie części wydają się naturalnie wypełniać jedną całość, spinają też klamrą zawodowe życie dziennikarza od jego początków po ostatki działalności. Powrót dziennikarza po 4 dekadach na miejsce masakry i przedstawienie losów bohaterów przez czas, który upłynął od napisania reportażu idealnie zamyka w klamrę opowiedzianą przez niego historię.
Herseya interesowali wyłącznie ludzie, mieszkańcy Hiroszimy i ich losy tego poranka a także w dniach po nim następujących. To ich perspektywę postanowił ukazać. Tekst jest paletą obrazu przeplatanych martwych ludzkich ciał lezących obok żywych strasznie poranionych ludzi od wszelkiej maści poparzeń i skażenia radioaktywnego, chwil bezinteresownej życzliwości zwykłych ludzi oraz automatyzmu i pracy bez przerwy lekarzy, którzy musieli wybierać komu da się jeszcze pomóc a komu trzeba tej pomocy odmówić bo czekają następni, którzy mają większe szanse na przeżycie. To także ilustracja pracy ratunkowej ponad siły, przy której człowiek już dawno uległby wyczerpaniu gdyby nie adrenalina. To wspomnienie umierania w ciszy i z godnością. Wędrówki do miejsca na mapie, w którym znajdował się park przy akwenie wodnym, które miały być oazą dla ratunku i życiodajnej wody, której pragnęli a która okazała się skażona i odbierała życia. To także historia splotów okoliczności, w których konkretne osoby o 8:15 nie były w miejscu, w którym zazwyczaj o tej porze przebywały i dzięki temu zachowały swoje życia. Przestroga, że atak wroga może nastąpić po odwołaniu alarmu bombowego. Historia trudno gojących się ran, długotrwałych gorączek, strat dobytku życia a także wiary, że ponosi się cierpienie za władcę. Historia uwiecznienia, przez zjawiska zachodzące podczas wybuchu, cieni ostatnich chwil życia ofiar na kamieniach ruin.
Z perspektywy drugiego reportażu widać jaki był los hibakusha przez ich pozostałą część życia. Przez pierwszą dekadę rodzimi politycy i opinia publiczna nie przejawiali zainteresowania ofiarami, które przeżyły. A te odczuwały długotrwałe skutki zdrowotne i także dużo szybciej się przemęczały, co dyskryminowało je na rynku pracy. Wiele w tamtejszej debacie publicznej zmieniła próba amerykańskiej bomby wodorowej na atolu bikini, która doprowadziła do skażenia japońskich rybaków w 1954. Reportaż pokazuje także, że jeden z hiroszimskich lekarzy potrafił się przyjaźnić z Amerykanami, japoński pastor zaś wspólnie z amerykańskim kolegą potrafił podjąć działania aktywistyczne na rzecz zapobieżenia podobnej tragedii. Niemiecki zakonnik zaś zdecydował się na przyjęcie japońskiego obywatelstwa z poczuciem, że bardziej przynależy do hibakusha a nie japońskiego Narodu.
„W rok po zrzuceniu bomby panna Sasaki była kaleką, pani Nakamura żyła w nędzy, ojciec Kleinsorge wrócił do szpitala, doktor Sasaki nie potrafił pracować tak jak niegdyś, doktor Fujii utracił liczący trzydzieści pomieszczeń szpital, na który odkładał wiele lat, i nie miał szans na jego odbudowę, kościół wielebnego Tanimoto leżał w gruzach, a jego samego opuściła dawna, niezwykła witalność. Życie tych sześciorga ludzi, którzy uchodzili za szczęśliwych mieszkańców Hiroszimy, nigdy już nie wróciło do normy. Nie myśleli, rzecz jasna, w ten sam sposób o swoich doświadczeniach i użyciu bomby atomowej, ale jedno uczucie podzielali (trochę jak londyńczycy, którzy przetrwali bombardowania): osobliwego ducha podniosłej wspólnoty, dumę z tego, jak oni i ich współtowarzysze tragedii sprostali straszliwej próbie.”
Hiroszima, John Hersey, Wydawnictwo Znak
Jednymi z głównych bohaterów reportażu jest czwórka jezuitów, którzy według innych podań byli w takim promieniu od epicentrum wybuchu, że powinni zginąć albo tuż po wybuchu albo w bliskim temu czasie ze względu na chorobę popromienną. Zakonnicy pomagali ofiarom i przeżyli jeszcze kilkadziesiąt lat od tych tragicznych wydarzeń. Także klasztor nie został zrównany z ziemią. Miało to miejsce w Święto Przemienienia Pańskiego, co poczytywane jako znak, że Opatrzność Boża nad nimi czuwała. O tym zdarzeniu można przeczytać chociażby w artykule „Różańcowy cud” opublikowanym na łamach Naszego Dziennika.
Wydanie New Yorkera w pełni poświęcone ponad stostronnicowemu reportażowi rozeszło się w całości w 300 tysiącach egzemplarzy w ciągu zaledwie kilku godzin. Problem z wykupieniem wielu egzemplarzy miał sam Albert Einstein, który chciał 1000 egzemplarzy aby rozesłać je dalej do ludzi zainteresowanych tematem. Dla genialnego fizyka był to zarazem tekst przełomowy, jak i pokazujący najgorszy koszmar naukowca – wykorzystanie wynalazku do destrukcji na niespotykaną skalę. Niejeden z uczestników Projektu Manhattan pod jego wpływem poczuł pewien wstyd i wspomniał radość z udanej w lipcu 1945 r. próby Trinity. Nic dziwnego, że ten reportaż został uznany za najważniejszy w całym XX wieku. Przedstawił on zwycięzcom los, który zgotowali przegranym, który był nieproporcjonalny względem tego co można było zrobić aby wojnę wygrać. Miał z pewnością niebagatelny wpływ na to aby państwa powstrzymywały się od ponownego użycia tej broni wobec swoich przeciwników. A warto wspomnieć, że pierwsze lata po tym zdarzeniu i związany z nim wyścig zbrojeń mocno przesunęły granice tego co może zrobić tego typu bomba. Dość szybko nasz rodak S. Ulam, który uczestniczył w Projekcie Manhattan, stał się współtwórcą amerykańskiej bomby termojądrowej a nieco ponad 16 lat po Hiroszimie ZSRR zdetonował car-bombę o mocy 3000 razy większej niż Little Boy (50 megaton). Często w kontekście rozwoju AI używa się symboliki porównującej ten wynalazek do bomby atomowej. Zobaczmy jak szybko różne mocarstwa same stworzyły swoje własne modele bomb nuklearnych i jak szybko po tysiąckroć ulepszyły pierwowzory Trinity, Little Boy czy Fat Mana. Nauka i spektakularne odkrycia mimo częstej otoczki wielkiej tajemnicy, patentów, relatywnie dość szybko są w stanie być rozwijane przez tych, którzy wcale ich nie odkryli.
Co ciekawe miastem partnerskim Hiroszimy jest współcześnie belgijskie Yypres. 30 lat wcześniej również i ten zachodnioeuropejski ośrodek miejski doświadczył ataku związanego z użyciem broni będącej wytworem działalności naukowej XX wieku. To tam podczas I wojny światowej Niemcy użyli pierwszy raz broni chemicznej. Widać tu pewne podobieństwa. Środki, które nigdy nie powinny być użyte a które w bestialski sposób zamordowały dziesiątki a nawet setki tysięcy ludzi.
Na szczęście jedynym zastosowaniem broni jądrowej przez te wszystkie lata była funkcja perswazyjna – odstraszająca albo zastraszająca w zależności od tego kto był jej posiadaczem. Nie licząc tych nielicznych hibakusha, którzy zginęli albo ulegli chorobie popromiennej będąc w jakimś promieniu od miejsc, w których mocarstwa testowały swoje ładunki nuklearne.
Hekatomba w postaci 200 tysięcy japońskich żyć wprowadziła ład międzynarodowy, w którym przeszło nam żyć przez kolejne 80 lat bez globalnych konfliktów zbrojnych. Kilka pokoleń wychowanych w trwającej 8 dekad erze atomowej, z których zaledwie ok. 1% populacji była świadoma w czasach, w których tego typu broni nie znano. O jak długim czasookresie mówimy świadczy fakt, że gdyby od roku 1945 odjąć te same 80 lat, to byśmy się znaleźli w roku końca wojny secesyjnej, zabójstwa Abrahama Lincolna, rok po Powstaniu Styczniowym i uwłaszczeniu chłopów w zaborze rosyjskim. Dwa lata przed urodzinami Józefa Piłsudskiego, Marii Skłodowskiej-Curie, kardynała Adama Stefana Sapiehy, Władysława Reymonta, Leona Petrażyckiego, Ignacego Mościckiego. Pokazuje to jak odległy jest w praktyce rok końca II wojny światowej i dwóch wybuchów atomowych, które pozbawiły życie setki tysięcy osób a które na zawsze zmieniły świat.
Na lęk przed wojną atomową zwracał uwagę także w swoich encyklikach św. Jan Paweł II.
„Nad całym wreszcie światem zawisła groźba wojny atomowej, która może doprowadzić do zagłady ludzkości. Nauka, użyta do celów militarnych, oddaje w ręce nienawiści, podsycanej przez ideologie, narzędzie rozstrzygające. Ale wojna może prowadzić nie do zwycięstwa jednych i przegranej drugich, lecz do samobójstwa ludzkości. Należy więc odrzucić wiodącą do niej logikę oraz samą koncepcję, według której walka zmierzająca do zniszczenia przeciwnika, sprzeczność interesów i wojna to czynniki rozwoju i postępu historii. Świadome odrzucenie tej koncepcji niezawodnie prowadzi do załamania się zarówno logiki „wojny totalnej”, jak i logiki „walki klas””
Jan Paweł II, ENCYKLIKA CENTESIMUS ANNUS, 1 maja 1991 r. [w:] ENCYKLIKI OJCA ŚWiĘTEGO ŚW. JANA PAWŁA II, DOM WYDAWNICZY RAFAEL
Wydarzenia z Hiroshimy ukazują nam jak różna jest perspektywa, z której patrzymy na pewne zdarzenia. Jak zarazem są bliskie nam tragedie i te dalekie. I wcale nie chodzi o samą odległość geograficzną, bo potrafimy współcześnie przeżywać dramaty ludzkie odległe o tysiące kilometrów w podobnych kręgach kulturowych nawet gdy sami mierzymy się z trudnościami.
„W drugiej połowie lat 70. XX wieku we Włoszech wpadło do studni małe dziecko. Ekipa ratunkowa nie mogła go wyciągnąć, więc tkwiło na dnie studni, płacząc bezradnie. Oczywiście jego losem żyli wszyscy Włosi (…) W tym samym czasie w Libanie trwała wojna domowa przerywana chwilowymi rozejmami. Wśród bitewnej wrzawy Libańczycy również śledzili losy tego dziecka. Dziecka we Włoszech. Kilka kilometrów od nich umierali ludzie, ich rodaków zabijały bomby samochodowe, ale mieszkańcy chrześcijańskiej dzielnicy Bejrutu byli żywo zainteresowani tym, co się dzieje z dzieckiem, które wpadło do studni we Włoszech”
Nassim Nicholas Taleb, “Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”, WYDAWNICTWO ZYSK I S-KA
Jednak na los obywateli wrogiego państwa potrafimy patrzeć w odhumanizowany sposób. Wymazujemy z naszego umysłu prawdę, że poza tymi ludźmi bezpośrednio zamieszanymi w działania militarne, wojny nowożytne pochłaniają niezliczoną liczbę niewinnych cywilów. Ludzi takich samych jak my, tylko urodzonych gdzieś indziej i w innej kulturze wychowanych, ale tak samo kochających swoich bliskich. Ciężko jest przejść nad porządkiem dziennym gdy się myśli o ginących małych dzieciach czy dzieciach tracących swoich rodziców. I wśród nas możemy znaleźć ludzi podobnych do bohaterów reportażu Herseya: pastora Tanimoto, ojca Kleinsgore, panny Sasaki, lekarzy Sasakiego i Fujii czy ubogiej wdowy matki trojga dzieci pani Nakamury. Nie oznacza to jednak, że jako Polska nie powinniśmy być zainteresowani wejściem w posiadanie tego typu broni. Niestety naiwnością byłaby wiara, że jeżeli z niej ktoś dobrowolnie zrezygnuje, to że inni jej mieć nie będą. Dziś tego typu broń jest polisą ubezpieczeniową w postaci odstraszania. Musimy także jako cywilizacja przekazywać kolejnym pokoleniom relację z tego jakie skutki niesie pocisk nuklearny. Reportaże Herseya powinny znaleźć się w kanonie szkolnych lektur. Zamiast np. „Opowieści z Narnii”, bo to nie jakaś tam fikcja literacka a literatura faktu, swoisty testament dla kolejnych pokoleń.
A Hiroszima i Nagasaki? Wycieńczona Europa 3 miesiące wcześniej odetchnęła po kapitulacji III Rzeszy. Wydawało się, że największa z tragedii już przeszła do historii. Wojna właściwie dobiegła końca, pozostała potyczka USA z Japonią. Świat zapewne spodziewał się, że po ujrzeniu tak wielkiego okrucieństwa i bestialstwa jakie przyniosła II wojna światowa nie zobaczy już w jej kontekście nic bardziej przerażającego. Czy w tych okolicznościach trzeba było spuszczać to dzieło zniszczenia na dwa japońskie miasta? Czy trzeba było wybierać miasta, które nie były w znacznym stopniu zniszczone działaniami wojennymi aby pokazać potęgę nowej broni i nowego światowego hegemona? Umyka nam, że decyzję o jej użyciu podjął jeden z tych nielicznych Prezydentów USA, którego mandat nie pochodził z demokratycznych wyborów. Decydent, który władzę objął raptem 116 dni przed lotem „Enola Gay” i który dopiero kilka dni po objęciu władzy dowiedział się o tej przeraźliwej broni. Dlaczego zachwycając się geniuszem naukowców z projektu Manhattan kierowanym przez Roberta Oppenheimera jednocześnie nie przechodzi nam przez gardło, że to wszystko było zbrodnią przeciwko ludzkości? A może po prostu nasz świat zbudowaliśmy w ten sposób, że niemożnością zawsze pozostanie oskarżenie zwycięzców o tego typu zbrodnię?
(Ilustracja poglądowa wygenerowana przy użyciu Copilot)